Polski rząd jak powszechnie wiadomo prowadzi program pomocy Polakom na wschodzie, w tym i w Kazachstanie. Program ten obejmuje między innymi promocje polskiej kultury, repatriację i naukę języka polskiego – i o tym ostatnim teraz trochę.

(dom nauczyciela w Pietrowce gdzie mieszka Marcin)
Od kilku lat do Kazachstanu przyjeżdżają polscy nauczyciele, żeby uczyć dzieci i dorosłych polskiego pochodzenie ich kiedyś to ojczystego języka. Warunki pracy i życia tych nauczycieli są generalnie dobre ale bywają ciekawe wyjątki – i o tym też teraz trochę.
(pokój Marcina)
Pan Marcin, a raczej Marcin bo on nie czyje się swobodnie z formą „na Pan” przyjechał do Kazachstanu rok temu, jest to już drugi raz jak jest w Kazachstanie ale postanowił nie przedłużyć kontraktu i niedługo będzie wyjeżdżał – i o tym też potem trochę.

(składzik i lokalny transport Marcina)
Marcin mieszka w wiosce Pietrowka położonej około 70 km on stolicy Astana ale miejsce to różni się od szybko rozwijającej się, jednej z najmłodszych stolic świata – i o tym też będzie trochę.

(główna ulica Pietrowki)
Marcin jest nauczycielem języka polskiego. Mieszka w wiosce w środku stepu i uczy jak dobrze pójdzie do 35 dzieci. Jak robi się cieplej do dzieci mniej chętnych do nauki. Cóż, ciężko konkurować ze słońcem, szczególnie jak przez pół roku w Pietrwoce panuje zima. Określenie panuje nie jest przypadkowe – temperatura dochodzi tam do minus 40 stopni. A czasami nawet i gorzej bywa. Jak temperatura spada poniżej 30 stopni mrozu to władze zamykają szkoły i zajęcie Marcina wtedy to głównie… przetrwać.

(mieszkańcy Pietrowki)
A przetrwać nie jest bynajmniej łatwo. W domu, w którym mu przydzielono są trzy małe pokoje, kuchnia razem z łazienką i składzik. Mieszka tam w zależności od pory roku od 3 do 5 osób, więc większość czasu Marcin dzieli pokój z Kazachskim nauczycielem. Pewnie wolałby dzielić go z Kazachską pielęgniarka, która też tam mieszkała ale a) Marcin ma dziewczynę, b) pielęgniarka tradycyjna , c) jakoś nie tak. Dom, w którym mieszka Marcin przynależy lokalnej gminie więc mieszkają tam wszyscy szczęśliwcy pracujący w Kazachskim systemie edukacji i zdrowia których zesłali oddelegowali do Pietrowki.

(tablica ogłoszeń "czas zamawiać ptaki"
W domu kuchnia jest, łazienka jest – i to wszystko razem w jednym pomieszczeniu. Mówiąc konkretnie cała łazienka to prowizoryczny zlew stojący w kącie z wodą spływającą do pojemnika ustanowionego na podłodze. To musi być ciekawe jak 5 osób tam się myję wyginając nad tym zlewem. Myślę, że mieszkającemu kazachskiemu nauczycielowi WF, który też tam mieszka wychodzi to o wiele lepiej niż poloniście.


(piec kuchenny i zlew do mycia - czyli kuchnia i łazienka w jednym)
Woda jest, nawet i bieżąca i tylko 100 metrów od domu. Znaczy latem 100 metrów, zimą kilkaset metrów od domu bo ten kran na ulicy który jest bliżej jakoś szybko zamarza.


(u góry uliczna studnia z woda do domu, na dole polska gościnność)
Ocieplenie – jest – w kuchni stoi piec wiec jak się w nim napali to w domu robi się ciepło. Więc jak się ma czym palić, a to nie zawsze jest pewnik, to wtedy może i od dymu nie wiele widać ale ciepło jest. Od suszonych rzeczy też nie najlepiej w domu pachnie ale można się przyzwyczaić. Jako, że ani węgiel ani drewno nie przysługują mieszkańcom to podwórko domu się systematycznie powiększa. Płot za oknem już nie przeszkadza, drzwi do drewutni już się nie są niedomykające, itp. W końcu jak coś się spaliło to już nie przeszkadza.

(Marcin w klasie, w której uczy polskiego, w ręku skarpetka gąbka do ścierania tablicy)
Do częstego wychodzenia jest też oczywiście wychodek. Taki swojski, drewniany na podwórku z dziurą gdzie należy. Trochę się przepełnił wiec kilka ostatnich weekendów Marcin stara się wykopać większą dziurę na to co nauczyciele strawili, ale tylko ostatnio jest to możliwe gdyż wcześniej ziemia była zbyt zamarznięta. Tak czy owak, jak na zewnątrz minus 40 to z wychodka nie da się korzystać więc mieszkańcy Domu Nauczyciela w Pietrowkie robią to (i nie chodzi o seks) w drewutni.


(szkoła gdzie uczy Marcin)
Komunikacja – jest. Marcin ma jak i niektórzy telefon komórkowy. Co prawda sam za niego musi płacić ale działa. Co prawda działa tylko na parapecie okna ale dzięki przybitego kawałka drewna telefon tam można teraz nawet postawić. Więc jak wiatr przywieje sieć Marcin dostaje sms.


(w poszukiwaniu sieci)
Marcin uczy w trzech szkołach które są rozrzucane w odległości 45 km od siebie. Marcinowi nie przysługuje transport, auto czy przejazd autobusem, który i tak rzadko kursuje. Marcin więc żeby dojechać do szkoły prosi lokalnych kierowców o podrzucenie ale regularnie korzysta z usług znajomego – on zajmuje się przewozem pracowników masarni. Jak sam mówi pewnie nie wszyscy oni to rzeźnicy ale jak wnioskował po ich twarzach to niemało oni w życiu widzieli.

(jedna ze szkół gdzie uczy Marcin)
Z sąsiadami Marcin ma dobre stosunki. Wita się z nimi jak ich spotyka, czasem pożycza od nich węgiel, jak ich kura zniesie jajko na podwórku Marcina to jest jajecznica, niekiedy poczęstują wódką. Marcin kiedyś nawet starał się z nimi porozmawiać ale nie mogli znaleźć jakoś wspólnych tematów. O zamarzniętym psie znalezionym na śmietniku wraz z łańcuchem na szyi sąsiadowi nie było „interesno”, a Marcinie jakoś nie chciało się słuchać o sukcesach Prezydenta kraju. Szkoda, że nie wpadli że zawsze można pogadać o dupach – to zawsze działa.

(hodowla Marcina)
Niedługo święto 3tego maja. Ambasada RP w Astanie już wysłała zaproszenia dla korpusu dyplomatycznego i lokalnych władz na przyjęcie w hotelu Radisson. Marcin też organizuje świętowanie dnia Konstytucji. Już wyciął krzaki za domem; będzie ognisko i lokalni Polacy. I żeby było jasne dopiszę, że jestem dumny i z Ambasady i z Marcina (bez jakiegoś sarkazmu) – wszyscy starają się upamiętnić ten ważny dla Polaków dzień – i każdy jak może najlepiej.

(prąd w szkole jest)
Marcin nie postanowił wyjechać z Kazachstanu dlatego, że żyje w ciężkich warunkach ale dlatego że już nie wierzy w swoją misję tutaj. Myślę, że coraz mniej ludzi wierzy w tą misję ale pewnie będzie to trwało do póki i rząd nie przestanie w to wierzyć i utrzymywać iluzję szerokiej i kompleksowej pomocy dla podtrzymania języka polskiego w Kazachstanie.

(dzieci Pietrowki)
Jako, że Marcin jest nauczycielem języka i literatury polskiej myślę, że trafne będzie nawiązanie to naszych lektur. Dla mnie Marcin to współczesna Siłaczka a raczej Siłacz Ministra Spraw Zagranicznych RP. A może bardziej jak Nasza Szkapa? Sam już nie wiem.

(Marcin)