Nie samym posilkiem wyprawa stoi cz. 1
Niecały
miesiąc temu zacząłem pracować w Azji środkowej a dokładnie w Kazachstanie.
Moja nowa praca wymaga częstych wyjazdów, głównie do krajów tego subregionu. I
nic w tym dziwnego, ze dostałem polecenie wyjazdu służbowego czyli tzw business
trip lub komandirovki do Uzbekistanu.
Dostałem
do ręki bilet elektroniczny i dokument potwierdzający otrzymanie wizy na
lotnisku w Taszkiencie. Wyruszylem na lotnisko gdzie dowiedziałem się, ze lece
liniami uzbeckimi czyil tzw. Uzbekistan Airlines. O jakosci lini lotniczych powiem
tylko, ze bardzo poważnie się zastanawiałem czy na prawdę muszę wylaczyz swój
telefon komorkowy, gdyż nie sadze ze na pokładzie były na tyle nowoczesne
urządzenia nawigacyjne żeby współczesny telefon mógł je zaklocic. No chyba ze
telefonem poslyzylibysmy się jak młotkiem. Inna sprawa za obsługa nawet w
komunikacie przy starcie nie mówiła nic o wylaczaniu telefonów. Przypuszczalnie
marzeniem obslugi jest po prostu latać takimi samolotami gdzie będzie wymagane
oglaszanie komunikatu o koniecznosci wylaczenia telefnow komorkowych.
Wiecej
juz nie bede sie rozpisywal o stanie floty linii uzbeckich, gdy nie chce nawet
w myślach powracac do tego traumatycznego przeżycia. Skoncentruje się na
posiłku glownym podawanym na pokładzie samolotu tych linni.
A wiec
dostałem tacke plastikową z zestawem jak na zdjęciu poniżej. W sklad posiłku
wchodziło:
- bułka
zwykła sucha
- ser
topiony w małym plastikowym pojemniczk
- dzemik
również w małym pojemniczku
-
deserek w postaci kawałka raczej suchego ale za to z jednym rodzynkiem ciastka
i
-
kawalek kebasy :) o długości około 12 cm... wiec czym chata bogata

Nie
muszę chyba tez opisywać ze w ciagu kilku minut cały samolot a potem również i
wszyscy pasażerowie pachneli ta własnie kiełbasa. I to pomimo tego ze bardzo
szybko została zjedzona z apetytem przez pasażerów.